Josemaría Escrivá Obras
104

— Wróćmy, jeśli Ojciec pozwoli, do spraw młodzieży. Poprzez sekcję naszego pisma "Młodzi ludzie”, wiemy o licznych jej problemach. Jednym z najczęstszych jest narzucanie przez rodziców ich woli w momencie, kiedy dzieci mają decydować o wyborze swej drogi życiowej. Ma to miejsce np. kiedy chodzi o orientację w sprawie wyboru zawodu czy pracy, jak też w wyborze narzeczonego, i co więcej przy podjęciu decyzji pójścia za głosem Bożym, aby się oddać służbie duszom. Czy jest jakieś usprawiedliwienie dla takiego postępowania rodziców? Nie jest to pogwałceniem wolności, która jest niezbędna, do wykształcenia dojrzałej osobowości?

— W ostatecznym rachunku jasne jest, że decyzje, które wytyczają kierunek czyjegoś życia każdy musi podjąć osobiście, z pełną wolnością, bez przymusu czy nacisku jakiegokolwiek typu.

Nie oznacza to, że nigdy nie jest potrzebna interwencja innych osób. Właśnie dlatego, że są to kroki decydujące, które dotyczą całego życia i ponieważ szczęście zależy w dużej mierze od tego, jak się je skieruje, decyzje wymagają spokoju, uniknięcia pośpiechu, wymagają odpowiedzialności i roztropności. Roztropność polega właśnie na tym, że prosi się o radę. Byłoby nieroztropnością, za co zwykle drogo się płaci, myśleć, że możemy decydować bez łaski Bożej oraz bez życzliwości i porady innych osób, szczególnie naszych rodziców.

Rodzice mogą i powinni użyczać swoim dzieciom cennej pomocy, odkrywając przed nimi nowe horyzonty, dzieląc się z nimi swoim doświadczeniem, kierując je na tory refleksji by nie dały się ponieść przejściowym stanom emocjonalnym, ofiarując im realną ocenę sprawy. Nieraz użyczą tej pomocy swoją osobistą radą, innym razem, zachęcą swoje dzieci aby udały się po nią do osób kompetentnych: do lojalnego i szczerego przyjaciela, do kapłana wykształconego i pobożnego, do eksperta w wyborze zawodu.

Porada nie odbiera jednak wolności, tylko dostarcza wiedzy, potrzebnej do wyrobienia sobie zdania. To poszerza możliwości wyboru i sprawia, że decyzja nie jest podjęta nieracjonalnie. Potem, po wysłuchaniu zdania innych i dokładnym rozważeniu wszystkiego przychodzi moment, w którym trzeba wybrać; wtedy nikt nie ma prawa pogwałcić wolności. Rodzice winni się strzec przed pokusą chęci zrealizowania w swoich dzieciach własnych ambicji — ukształtowania ich według własnych upodobań. Winni uszanować ich skłonności i uzdolnienia, które Bóg daje każdemu z nich. Jeżeli kochają prawdziwą miłością jest to zwykle proste. Nawet w krańcowym wypadku, kiedy dziecko podejmuje decyzję, którą rodzice ze słusznych powodów uważają za błędną i nawet przewidują, że będzie źródłem niepowodzeń, rozwiązanie konfliktu nie leży w gwałcie — tylko w wyrozumieniu, a nieraz w umiejętności trwania u boku dziecka, aby pomóc mu w pokonaniu trudności i w razie potrzeby wyciągnięciu całego możliwego dobra z zaistniałego zła.

Rodzice, którzy naprawdę kochają, którzy szczerze szukają dobra swych dzieci, po udzieleniu rad i stosownych uwag, winni wycofać się delikatnie aby nic nie uszkodziło wielkiego dobra, jakim jest wolność, która czyni człowieka zdolnym do miłości i do służby Bogu. Winni pamiętać, że sam Pan Bóg chciał aby go miłowano i służono Mu w duchu wolności, szanując zawsze nasze osobiste decyzje. On na początku stworzył człowieka — mówi Pismo — i zostawił go własnej mocy rozstrzygania (Syr 15,14).

Jeszcze słów parę odnośnie decyzji zaciągnięcia się w służbę Kościoła i dusz. Jeżeli rodzice katoliccy nie rozumieją tego powołania, sądzę, że nie udało im się uformować rodziny chrześcijańskiej, że nawet nie są świadomi godności, jaką chrześcijaństwo nadaje ich własnemu powołaniu małżeńskiemu. Doświadczenie, które mam w Opus Dei jest bardzo pozytywne. Zwykłem mówić członkom Dzieła, że zawdzięczają dziewięćdziesiąt procent swego powołania swoim rodzicom, ponieważ potrafili ich wychować i nauczyli być wspaniałomyślnymi. Mogę zapewnić, że w olbrzymiej większości wypadków (praktycznie we wszystkich) rodzice nie tylko respektują, ale miłują tę decyzję swych dzieci i wiedzą, że Dzieło Boże jest jakby poszerzeniem ich własnej rodziny. Jest to jedna z moich wielkich radości i potwierdzenie przekonania, że aby być bardzo bożymi, trzeba też być bardzo ludzkimi.

Poprzedni Czytaj cały rozdział Następny