Josemaría Escrivá Obras
70

Nie są to przykłady wymyślone. Jestem pewien, że każdy choć trochę znany człowiek lub instytucja może podać ich więcej. W pewnych środowiskach wytworzyło się fałszywe mniemanie, że społeczeństwo, publiczność, czy jak to nazywają, ma prawo do poznawania i interpretowania najbardziej intymnych szczegółów z życia innych.

Pozwólcie mi na kilka słów o czymś, co ma ścisły związek z moją duszą. Od ponad trzydziestu lat na tysiąc różnych sposobów mówię i piszę, że Opus Dei nie dąży do żadnych celów doczesnych czy politycznych; że stara się tylko i wyłącznie rozpowszechniać wśród ludzi wszystkich ras, wszystkich grup społecznych, ze wszystkich krajów, znajomość i praktykę zbawczej nauki Chrystusa: przyczyniania się do tego, żeby na ziemi było więcej miłości Boga, a w związku z tym - więcej pokoju, więcej sprawiedliwości między ludźmi, dziećmi jednego Ojca.

Wiele tysięcy - miliony - osób na całym świecie już to zrozumiało. Inni, raczej nieliczni, z takich czy innych powodów, zdają się tego nie pojmować. I chociaż mojemu sercu bliżsi są ci pierwsi, szanuję i kocham także tych drugich, ponieważ u wszystkich godna szacunku i poważania jest ich godność i wszyscy są wezwani do chwały synów Bożych.

Nigdy jednak nie brakuje sekciarskiej mniejszości, która nie rozumiejąc tego, co ja i tylu innych miłujemy, chciałaby, żebyśmy wyjaśniali to zgodnie z jej mentalnością: w kategoriach politycznych, obcych sprawom nadprzyrodzonym, zwracając uwagę jedynie na równowagę interesów i presji grupowych. Jeśli nie otrzymają takiego wyjaśnienia, błędnego i zafałszowanego, zgodnego z ich upodobaniem, dalej domyślają się kłamstwa, zatajenia, niecnych planów.

Pozwólcie, że wam wyznam, iż takie przypadki ani mnie nie martwią, ani nie smucą. Dodałbym, że mnie bawią, gdyby można było pominąć fakt, że ludzie ci obrażają bliźniego i popełniają grzech, który obraża Boga. Jestem Aragończykiem i mam taki charakter, że nawet po ludzku rzecz biorąc kocham szczerość: odczuwam instynktowny niemal wstręt do wszystkiego, co zakłada krętactwo. Zawsze starałem się odpowiadać prawdą, bez wyniosłości, bez dumy, nawet jeśli oszczercy byli źle wychowani, aroganccy, wrogo nastawieni, a nawet wydawali się pozbawieni wszelkich ludzkich uczuć.

Często przychodziła mi na myśl odpowiedź, jaką niewidomy od urodzenia dał faryzeuszom, którzy go pytali - nie wiadomo, który już raz - w jaki sposób doszło do cudu: już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?.

Poprzedni Czytaj cały rozdział Następny